“Knives Out: Wake Up Dead Man” (Netflix) – „dwójka” była letnia, generyczna, nastawiona pod algorytm i średni gust odbiorcy (taki klasyczny tytuł żeby platforma mogła się pochwalić „mamy rekord oglądalności!” w swoim PR’owym stejtmencie). Część trzecia odcina się i bardzo fajnie pokazuje, że można wycisnąć kreatywne soki.
Bo jeśli „Glass Onion” to był kawał mięcha udający kraftowego burgera to „Wake Up Dead Man” jest wysmakowanym posiłkiem godny gwiazdki Michelin. Nawet jeśli trwa 2,5h i pod koniec zaczynamy się trochę wiercić w fotelu.
Mamy bowiem wszystko – bardzo dobry scenariusz rozpisany spokojnie, z ukrytym przesłaniem o wierze, winie i odkupieniu. I oczywiście klasycznym motywie „whodunit” rozpisanym ze smakiem i kilkoma „bombami” („statki” na grobowcu czy spowiedzi Wicksa).
A show totalnie kradnie Josh O’Connor jako Wielebny Jud. No i Glenn Close.
Popis wspaniałego aktorstwa daje też Josh Brolin a Daniel Craig sekunduje im, ale nie mając zbytnich ambicji aby ich przyćmić. Pierwszy i drugi garnitur aktorek i aktorów świetnie się uzupełnia, wypełnia scenariusz i po prostu tworzy bardzo ciekawy obraz.
Podsumowując – zaskoczenie pod koniec roku i nieoczekiwana uczta. Zostając w symbolice tego filmu: wielu by już chciało pogrzebać żywcem tę serię a mamy spektakularne zmartwychwstanie.
Chwalmy Pana (to znaczy reżysera!)
Daję 8,5/10 #kurasmovie

