„Zabójca” (Netflix) – pierwszy film Finchera (którego uwielbiam), o którym chciałbym szybko zapomnieć.
Upierdliwie przegadany wewnętrznymi monologami, będą próbą opowiedzenia o naszej rzeczywistości przez jakże oczywiste paralele (krytyka kapitalizmu, komercję i korporacyjność) z punktu widzenia zabójcy.
Źle narysowane relacje między tytułowym zabójcą a osobą przez którą rusza aby się mścić. To już w „Johnym Wicku” było to lepsze.
Nie rozumiem tych poszczególnych „złych” – team wariat brutal z „księgową” ma być wiarygodny? To jakby zupełnie różne bajki.
Scena na końcu filmu z ostatnim „level bossem” – kompletnie nie kupuje podjętej decyzji przez Fassbendera.
Podział na „chaptery” czemu ma służyć?
Współczuję ludziom, którzy to musieli oglądać w kinie.
Zieeeew.
Daję 3/10 #kurasmovie

