#KURASMOVIE← Cały ranking
TwórcaPlakat: Twórca

Miejsce 208 z 256

Twórca

The Creator, film, 2023

3/10Filmweb 6,1
IMDb 6,7
🍅 Rotten Tomatoes 67%
Reżyseria
Gareth Edwards
Gatunek
akcja, sci-fi
Czas
133 min

„The Creator” – mam ogromny, fundamentalny problem z tym filmem. Pod kątem wizualnym jest to absolutna oczyszczająca nowość (ok, jest kilka klisz i nawiązań ale to tylko robi dobrze temu obrazowi).

Po raz pierwszy od wieeelu lat zobaczyłem w kinie film SF (tej skali), który nie był rebootem, remakiem czy kontynuacją. Tabula rasa. I to jest super. Bardzo fajna była warstwa wizualna – niektóre ujęcia, sceny są ikoniczne i będą pokazywane jako „tak to się robi” (szczególnie, że budżet tego filmu to „tylko” 80 mln $ – czego w ogóle w trakcie seansu nie czuć bo Edwarda sprytnie wykorzystał zdjęcia w terenie do stworzenia przestrzeni i pomimo małego budżetu czuć „oddech” przestrzeni).

To, co jest problemem to scenariusz.

A w zasadzie jedno, wielkie WTF wiszące od samego początku. Począwszy od podziału na rozdziały (niczym u Tarantino) przez boleśnie dosłowne figury Matki, Dziecka, Ojca przez absurdalnie głupie sceny militarne („nalot” na bazę rebeliantów realizowany przez wielką stację kosmiczną widoczną jak na dłoni z Ziemi, która „skanuje” z orbity cel wielki promieniami lasera – kompletnie ci terroryści się nie połapią, że ktoś ich namierza, c’nie?)

W warstwie nawiązań mamy odniesienie do Czasu Apokalipsy (te klimaty wojny wietnamskiej i Azji strasznie siedzą reżyserowi w głowie – wydtarczybprzypomnieć sobie dekwencję desantu na bazę imperium w Rouge One) to Blade Runnera (tego lepszego), Terminatora czy Star Wars. Wzorce są bardzo fajne. I pewnie jako etiuda by się ten film obronił.

Sam pomysł zapowiada się fajnie – ludzkość dzieli się na dwie frakcje: jedna współpracuje i rozwija AI, druga chce zniszczyć symków (roboty) oraz wszysto z nimi związane (preludium do tego jest odpalenie atomówki w LA i oskarżenie o to AI).

Niestety jeśli w „Rouge One” mieliśmy odświeżającą narrację to w „The Creator” mamy coś pomiędzy bajką dla dzieci a rozciągniętą w czasie demem graficznym, które ktoś stworzył żeby pokazać swoje zdolności i nie przejmuje się, że większość scen nie ma sensu.

Reżyser gubi się tak wiele razy, że szkoda wytykać mu wszystkich błędów – wyglądało to tak jakby Edwards wrzucił skonczony film do kina. Bez dyskusji w studio, seansów próbnych.

Czasami łapałem się za głowę jak to bardzo naiwne jest i mało przemyślane. Aż dziw, że to ktoś wpuścił do kin – bo jakbym to zobaczył jako kino niezależne, twórczość debiutującego autora to bym cmokał z podziwu. Tutaj miałem poczucie marnowania mojego czasu jako widza.

ChatGPT pisze lepsze scenariusze.

PS Nigdy więcej seansu w kinie 4DX.

Daję 3/10 #kurasmovie

Artur KurasińskiWięcej moich analiz o technologii, AI i geopolityceTECHNOFOBIA.PL →