„The Northman” (w Polsce zwany fatalnie „Wikingiem”). Robert Eggers po prostu zekranizował klasyczne skandynawskie eposy w taki sposób, że kolejne pokolenia będą się zastanawiały dlaczego na Netfliksie ktoś pokazuje jakieś absurdy, które z prawdą historyczną mają tyle wspólnego co „Korona królów” z losami polskich władców.
Tak się powinno mówić i opowiadać te historie. Po prostu tak. Brudne, dzikie, złe czasy rządzone strachem człowieka przed tym, czego nie rozumie. Gwałt, przemoc, sadyzm to narzędzia za pomocą których ci wojownicy z północy terroryzowali niemal całą Europę.
To nie jest miły, prosty w odbiorze obraz. Albo się zakochasz się w specyficznej narracji albo będziesz chciał wyjść z kina. Bliżej temu dzieło do „Valhalla Rising” niż do slashera z biegającymi wojownikami z brodami w dziwnych hełmach z rogami (pro hint: widzisz wikingów w hełmach z rogami, wyłączaj film / serial). Jeśli lubisz / kochasz / wyznajesz „Lighhouse” lub i / VVitch to nie zważaj co twoi rozczarowani znajomi mówią tylko idź do kina, zasiądź w fotelu i chłoń.
Daję 9/10 #kurasmovie.

