„Wakanda na zawsze w moim sercu” – nie poszedłem z własnej woli (zaciągnęły mnie córki), ale nie żałuję. Co prawda MCU by przeżyło bez tego filmu, natomiast bardzo mi się podobał kontekst – przeżywanie bólu po stracie i żałoba. Temat wałkowany na różnych poziomach w kontekście śmierci głównego bohatera poprzedniej części Chadwicka Bosemana.
Tylko, że z tego nie da się stworzyć filmu (nawet jeśli trwa 2 godz 40 min) wiec dodano lekko absurdalny wątek innego narodu posiadającego dostęp do wibranium.
Wyszedł z tego bełt w postaci połączania Aquamana z Avatarem (serio – przed seansem były reklamy nowej części filmu Camerona i moje dzieciaki myślały, że ogladamy własnie ten film).
Strasznie kulawa okazuje się ta kolejna część Marvelowskiego podboju kin – zapowiadany „Ant Man” niestety chyba będzie miał podobny problem (dużo CGI, mało sensu) i to nie jest tylko problem jednego Marvela, ale całej niszy kina superbohaterskiego.
Może to i dobrze? Ile to można ciągnąć, rebootować i sequeliozwać.
Co do oceny jestem rozdarty – za wątki emocjonalne dałbym 5-6 pkt ale za całościowo za scenariusz maksymalnie 2-3 pkt.
Krakowskim targiem ocenia nową „Wakandę” dość nisko i daję ocenę 3 #kurasmovie
PS sok, dwie porcje nachos i średni popcorn 98,16 zł + trzy bilety za 83 zł...

