„Twisters” – to jeden z najbardziej amerykańskich filmów jakie zobaczyłem ostatnio (skupienie na problemach, sztafaż symboli itd) ale jednocześnie żywy dowód, że pisanie scenariuszy letnich hitów filmowych nawet w Hollywood jest nadal sztuką bardzo trudną i dla niektórych twórców niedostępną.
No bo tak – macie super fajny film z 1996 roku w którym dwójka naukowców (tropiących tornada) musi zawalczyć o swój związek a przy okazji ocalić świat (no ok – Amerykę) poprzez zbadanie zjawisk, które zagrażają miezkańcom.
Samograj, prawda?
Bierzemy ten motyw, adoptujemy go AD 2024 i mamy super fajny lernie kino z zarąbistymi CGI.
Prawda?
No więc nie.
„Twisters” to jakaś niedopieczone love story w którym między bohaterami jest tyle chemii co pomiędzy Dudą i Kaczyńskim.
Postacie proszące się o lepsze backstory a gra aktorska Daisy Edgar-Jones i Glenna Powella jest na poziomie śladowym.
A to wszystko wyszło spod ręki Jospeha Kosinskiego, przekocura komercyjnych hitów w stylu „Top Gun – Maverick”.
Siedząc w IMAKSIE zastanawiałem się jakby taki scenariusz przerobił ktoś z A24 i co by z tego wyszło.
I to mnie zajmowało więcej niż fruwające stodoły i wybuchające rafinerie na ekranie.
Daję 3,5/10 #kurasmovie

