„Trzej Muszkieterowie” (Amazon) – czy może być coś bardziej francuskiego nież powieść Dumas w adaptacji Martina Bourboulon, z Vincentem Casselem jako Atosem?!
Jeśli odbiliście się kiedyś od innych wersji (np tej z 2011 roku z Millą Jovovich i Orlando Bloomem) to proszę, dajcie szansę nowej wersji. Dlaczego? Bo chyba po raz pierwszy zobaczyłem w kinie „prawdziwy” Paryż z tego okresu, dekoracje, kostiumy (a nawet brudne zęby zamiast śnieżnobiałego uśmiechu).
Historię znacie, wiec nie ma sensu jej opowiadać – postacie dobrane są perfekcyjnie, fabuła bardzo dobrze rozwija się a aktorzy wiarygodnie odgrywają swoje postacie.
Eva Green mówi perfekcyjnie po francusku (bo jest Francuzką
, akcja rwie galopem do przodu tylko na koniec filmu okazuje się, że to tylko pierwsza część!
Tak więc przygoda spod znaku „płaszcza i szpady” trwa i miejscami miałem wrażenie, że to jest film, który korzeniami sięga do kina sprzed 10-15 lat.
Inne tempo, rozłożenie akcentów – to jest klasyczne kino vs wszechobecna kultura TikToka (kiedyś mówiło się „estetyka MTV” na taki rodzaj montażu
.
Czy czegoś mi brakowało? Szlagwortu w stylu „All for Love” (czyli trio: Rod Stewart, Sting, Bryan Adams) z wersji z 1993 roku.
No ale nie można mieć wszystkiego, n’est-ce pas?
Daję 8,5/10 #kurasmovie

