„To nie wypanda” – „To jest film pułapka. Stworzony przez feministyczne progresywne środowiska uczące polskie dzieci, że istnieje okres, podpaski a człowiek dojrzewa i wyrastają mu włosy w różnych częściach ciała”. Zgaduję, że niebawem zobaczymy w polskich mediach taką recenzję tego filmu od Pixara / Disneya.
Kiedy z ekranu popłynęło zdanie „czy twój kwiat okrył się czerwienią” na sali jakby zamarło życie. A kiedy bohaterowie zaczęli mówić o podpaskach i „stawaniu się kobietą” zacząłem dostrzegać nerwowość w rzędach przede mną.
Bo faktycznie twórcy nie biorą jeńców – pod płaszczykiem opowieści o słitaśnej pandziuni ładują dzieciakom informacja o dojrzewaniu, uwalnianiu się spod rodzicielskiego nadzoru oraz przemianie w dorosłego (ze wszystkimi konsekwencjami tegoż). Jest postać nadopiekuńczej matki, która nie radzi sobie z traumą relacji ze swoją nadopiekuńczą matką. Jest ojciec przestawiany przez kobiety z kąta w kąt. Jest też delikatna krytyka azjatyckiego sposobu wychowywania dzieci (jeśli ktoś pamięta taką książkę „Bojowa pieśń tygrysicy” to wie co mam na myśli).
Tak, to nie jest typowy „film disneya” – tutaj czasami zbyt topornie jest przemycana agenda, ale kurde – nadal o niebo lepiej niż w wypadku filmów dla bardziej dojrzałej publiczności.
Przysięgam – po seansie kilka osób nerwowo patrzyło na swoje dzieci czy i one zaczęły się już zmieniać w pandę rudą
Ja się bawiłem świetnie. Malina lat 6 również.
Daję 8/10 #kurasmovie

