„Thunderbolts” – czy to faktycznie jest dobry film Marvela? I tak i nie.
Tak – jeśli punktem odniesienia jest ostatni, tragiczna odsłona cyklu superbohaterskiego czyli „Kapitan Ameryka”. Tylko poprzeczka była tak nisko zawieszona, że można było się o nią podtknąć.
Nie – jeśli wziąć pod uwagę, że to jest mielenie wątków i bohaterów klasy Z. Żerowaniem na sentymencie fanów wyczekujących kolejnego reboota, który da kolejny, wspaniale wieńczący maraton „Endgame”.
Dużym plusem jest fakt, że zrezygnowano z pompatyczności – królują żarty, grepsy („jesteś mroczna jak Wschodnia Europa”).
Jest to po części parodia gatunku i wyraźny skręt w stronę „ok, wiemy, że już jest wam niedobrze na myśl o wspaniałych i szlacjetnych superbohaterach więc dajemy wam więc przegrywów i antybohaterów”.
No i to niby działa, ale gdzieś pod koniec jednak coś w widzu woła „dobra, dość tego – dajcie Tonego Starka i Thora”. Avengersi są tylko jedni.
Tak, to jest kolejny film MCU, bez którego fan może żyć. A masowy widz nic nie straci.
PS Warto docenić tę produkcję za sceny i silny wątek walki z depresją. Bardzo potrzebne!
Daję 4/10 #kurasmovie

