„Dungeons & Dragons: Złodziejski honor” – w lipcu zeszłego roku pokusiłem się o przewidzenie scenariusza (link na końcu) – i udało mi się uzyskać trafność na poziomie 90% (co nie oznacza, że jestem geniuszem scenopisarstwa tylko, że popkultura wymaga przewidywalności i stereotypów).
Całościowo film okazał się lepszy niż się spodziewałem – problemy z patosem („hej druzyno, uratujmy świat!”) łatano żartami, momenty kiedy film zmierzał niebezpiecznie w klimat fantasty spod znak serialu Wiedźmina (czytaj: kupa i muł) udawało się go szybko przywrócić do życia (he he
poprzez użycie znanych graczom D&D czarów, potworów czy nawiązaniem do lokacji (w tym wypadku pewnie spora grupa graczy gier wideo została obsłużona – patrze na was klikacze w „Baldurs Gate”
.
Co zawodzi – w sumie głupio to napisać, ale sam scenariusz
Głupio bo to przecież sfilmowana sesja, która, well, zazwyczaj właśnie tak wygląda (już słyszę te głosy oburzonych graczy „co!? chyba twoja tak wygląda!!”) – minimalny poziom skomplikowania, parę potyczek i skarb. Dla grajacych ta przewidywalność i liniowość jest zaletą (sesje w piątek, po całym tygodniu pracy...) ale w kinie wygląda to kiepsko.
Problem jest to, że na ekranie na którym nie gramy tylko oglądamy puszczone w ruch obrazy to jest po prostu nudne, sztampowe i mało oryginalne – Marvel już to nam pokazuje od 15 lat (z coraz gorszym skutkiem).
Czy zatem „D&D: ZH” to zły film?
Nie!
To kino czysto rozrywkowe i kolejna iteracja marvelowych „Strażników Galaktyki”. Tak, czasami zęby bolały od przewidywalności, liniowości, specjalnie przerysowanymi do bólu postaciami bohaterów i bohaterek (postać Zenka, pardon Xenka była naprawdę dobra kreacją lawfull good paladyna). Tak są pewne części scenariusza gdzie siada tempo, logika i postacie zachowują się jakby grały w szkolnych jasełkach. No, ale jednak pod koniec klimat zostaje uratowany, moc w galaktyce przywrócona itd.
Przy tej okazji widać jak zupełnie inną jakością była seria „Vox Machina”, która korzysta z tych samych patentów i mechanik – tylko w serialu, że krindżowość scen gdzie bohaterowie mówią o poświęceniu czy walce dobra z złem nie trzeba było łamać dowcipami aby nie popaść w (nota bene) w śmieszość.
„D&D: ZH” na pewno daje nadzieję na inny typ kina niż klony „Gry o tron” czy takie kupaśne ekranizacje jak „Conan” z 2011 roku. Będziemy mieli zatem wysyp fantasy na wesoło, puszczającego oko jak przewracający się gruby smok
Bo kolejne części powstaną to jest pewne (sukcesem filmu są zaskoczeni wszyscy – licencjobiorca, fani i kiniarze).
PS link do mojej profetycznej recenzji na bazie trailera:
https://www.facebook.com/akurasinski/posts/pfbid02fcVUuRhnrWmddnYVbQULk69VcE9DMshje84uUJpnFYN6tp3qgLexot35igDtsgFkl
Daję 4/10 #kurasmovie

