„Last of Us” (HBO) sezon drugi – czyli „nic dwa razy się nie zdarza”.
Nudna, przegadane siedem odcinków w których Ellie zamiast pokazywać jak bardzo niszcząca jest ścieżka zemsty bawi się w wycieczkę do miasta z kumpelą.
Z serialu (i gry!) postapo zrobiono ekranizację literatury spod znaku young adult. A przecież to jest brutalny, mroczy świat postapo.
Wg wydarzeń z gry jesteśmy może w 25% a tymczasem jest tyyyle fajnych wątków jeszcze – kolejny sezon będzie albo gonił z wydarzeniami albo (na co stawiam niestety bardziej) kompletnie je pominie.
Ellie gaśnie aktorsko bez Joela. Dina jest bardzo fajną postacią, ale to nie ta liga. Zresztą właśnie skupienie się na tym duecie powoduje takie serialowe mielizny i dłużyzny.
Ellie miała pokazywać jak wygląda ścieżka szaleństwa osoby pożeranej przez zemstę. Zamiast tego dostaliśmy show o nastoletniej ciąży.
Brak growego „dualizmu” (przełączanie między postacią Abby i Ellie) spowodowało, że twórcy daki cały drugi sezon Ellie trzeci będzie należał do Abby.
Chcę zobaczyć ratingi kolejnego sezonu kiedy zniknie z niego Ellie (w sezonie drugim Abby nie pokazywała się przez 5 odcinków!) czyli kolejna postac z którą widzowie się zżyli.
Część druga moim zdaniem była ciekawsza i lepsza od jedynki. Lubię ją dlatego że świat, który zbudowali twórcy był ogromny, ciekawy i cholernie niebezpieczny. Postacie dostały rozbudowane tło a ich działania były wiarygodne.
Nic takiego nie widzę w tym drugim sezonie.
Daję 2,5/10 #kurasmovie

