„Mountainhead” (Max) – stracona szansa na porządny film o tech bros.
W sumie to nie wiadomo czym jest ten obraz – satyrą na tech miliarderów? Próbą moralnej oceny szaleństw w królestwie Trumpa? Czy to rozciągnięty do postaci filmu odcinek „Black Mirror”? Tech horror?
Ani żaden z aktorów (tak, nawet Steve Carell) nie ujmuje charyzmą, grą aktorską, ani scenariusz nie uwodzi. W sumie to się po prostu rozsypuje na epizody, które powinny się składać w logiczną całość (nie, tak się nie dzieje).
Zgadzam się, są dobre (ale tylko dobre) sceny. Niestety całość sprawia wrażenie jakby ktoś liczył na to, że sama koncepcja „czterech bardzo bogatych i wpływowych przedsiębiorców spotyka się na weekend w odludnej, górskim domu” zrobi ten film.
No nie – trzeba jeszcze mieć pomysł na postacie i wypełnić wiarygodnym scenariuszem prawie dwóch godzin.
Kto nie siedzi w branży tech to pewnie musiał sprawdzać co drugie słowo wypowiadane przez aktorów (decel, AI doomer itd) bo po prostu nie wiedział o czym jest mowa.
PS Ten film sprzedano mediom jako „kolejną Sukcesję”. Błagam.
Jesse Armstrong (showrunner „Sukcesji”) nawet nie zahaczył o 10% klimatu tego genialnego serialu. Ani w tekstach ani w postaciach.
Daję 3/10 #kurasmovie

