„House of The Dragon” sezon 2 (HBO) – mam krótkie przemyślenie w temacie tej nudnej franczyzy, której chyba cały budżet wpakowano do przedostatniego odcinka na pokazanie CGI’owych smoków...
TO. JEST. POTWORNIE. NUDNE.
Nic, żaden wątek nie pozwala wczuć się, pójść za bohaterami i po prostu dobrze się bawić. Nie ma ani scen przemocy ani seksu ani niczego.
Ba, wręcz nawet można powiedzieć, że serial wykastrowano ze wszystkich wyróżniających HBO elementów na tle konkurencji – to jest już w zasadzie poziom Disneya i Netfliksa.
Nadal nic mnie nie zachęci do zapoznania się z powieściami Martina (nigdy nie lubiłem czytać książek telefonicznych) i serial są moim jedynym „okienkiem na świat” jego uniwersum.
No niby w ostatnim odcinku „pionki ustawiają się na szachownicy” ale zrobiono to tak łopatologicznie jakby nagle showrunnerów wzięto z produkcji Polsatowskich.
Z sezonu na sezon gaśnie moja wola do oglądania kolejnych części.
Daję 2,5/10 #kurasmovie

