„The Bear” (Disney+) – absolutnie fantastyczny, zjawiskowy i niesamowicie piękny serial.
Zainteresowałem?
Historia wydaje się banalna – młody kucharz ze światowym doświadczeniem wraca do Chicago aby podjąć próbę zawalczenia o wydobycie z ruiny knajpy swojego zmarłego brata. Klisza? „To już było”? Tak. I to jest najpiękniejsze.
Nigdy nie uważałem za fajne oglądanie upokarzania pracowników restauracji przez Gordona Ramseya czy Magdę Gessler (za kilka lat młodzi ludzie będą się pytali „jak to możliwe że ktoś na to pozwolił?”).
Natomiast gra aktorska, kadry, dramatyzm, aranżacja scen w „The Bear” – no ludzie, toż palce lizać. Jest tylko jedno porównanie – do nakręconego jednym ujęciem (tak, tak) 93 minutową opowieść o szefie kuchni („Boiling Point”). Tylko, że „The Bear” ma zupełnie (czytaj lepszy i głębszy) poziom scenariuszowy.
Gra aktorska i napięcie między kuzynami (zjawiskowy Jeremy Allen White oraz niesamowicie, pozytywnie wkurzający Ebon Moss-Bachrach) oraz całą załogą knajpy jest ewenementem na skalę ostatniej dekady.
Plus jest jeden z najlepszych „listów miłosnych” jakie filmowiec może stworzyć na temat miasta (w tym wypadku Chicago).
Marsz do kuchni – to znaczy oglądać!
Daję 9,5/10 #kurasmovie

