„Pingwin” (HBO) – wystarczy wywalić z serialu „superbohaterskie” wątki i dać widzom zwykłą opowieść o wanna-be gangsterze, który buduje swoją pozycje w mieście przesiąkniętym zbrodnią.
Tyle i aż tyle.
W każdy poniedziałek zasiadam do konsumpcji tego dzieła skrycie marząc, że kolejny odcinek będzie jeszcze lepszy – i wiecie co? Jest.
Colin Farrell – przykryty kilogramami make-upu oraz silikonem stworzył niesamowitą kreację – psychopaty, ale z emocjami i wiarygodną historią.
Cristin Milioti – nie wiem czy jest lepsza aktorka, która potrafiłaby zagrać jednocześnie demoniczną, zniszczoną, przerażającą kobietę, której współczujemy (szczególnie po odcinku ze szpitalem Arkham)
Cudowne, świeże, mroczne i będące jakością, której nie udało się osiągnąć zdychającej franczyzie marvela.
Daję w ciemno (do końca kilka odcinków) 9,5/10 #kurasmovie

