„Tetris” (Apple) – bardzo miły dla oka, ładnie opakowana (wręcz skompresowana) historia o tym jak chęć zarobienia pcha biznesmena z Zachodu do wejścia w paszczę Lewiatana (to znaczy pojechania do ZSRR i negocjowania z komunistami sprzedaży praw).
W tle mamy Nintendo, brytyjskiego magnata mediowego, upadający reżim i Gorbaczowa. I przepychanki prawne, które mają zabezpieczyć prawa do globalnej dystrybucji Tetrisa.
Historia napisana przez życie więc niewiele trzeba żeby film był naprawdę fajnie opowiedziany. Świat za żelazną kurtyną mile przypomina to, co sami znaliśmy z PRLu.
Obiegowa opinia głosi, że Alexey Pajitnov (czyli twórca Tetrisa) nigdy nie dostał kopiejki / centa ze sprzedaży swojej gry. No cóż – to nie jest prawda co film doskonale pokazuje.
Całość ogląda się jak szpiegowską komedyjkę w klimacie le Carré – jeśli szukacie filmu na miły, wieczorny seans bez aspiracji, to bierzcie w ciemno „Tetrisa”.
PS świetny Taron Egerton!
Daję 5,5/10 #kurasmovie

