„Szczury: Opowieść ze świata Wiedźmina” (Netflix) – kurde, a nie można było zrobić tak serialu? Bez tego pseudo patosu, złej gry aktorskiej i marnych wyborów scenariuszowych?
Z taką ironią (wiedźmin alkoholik wyzywający Geralta), lekkością (toż to jest hybryda heist + teen drama gdzie „polsatowatość” scenografii i ubioru pasują idealnie) i humorem?
No i tak – Leo Bonhart (oj już nie można go pomylić z Jerzym Kryszakiem, oj nie) kradnie każdą scenę (chyba każdy się zgodzi, że Netflix będzie ostatnią fujarą jeśli nie zrobią osobnego serialu tylko z jego przygodami), ale Dolph Lundgren w roli „zmęczonego życiem” wiedźmina też jest klasą samą w sobie. A Szczury? W końcu można je polubić.
Idealna odtrutka na czwarty sezon serialu.
Jak wiedźmiński dekokt Raffarda Białego na jad wiwerny.
Daję 7/10 #kurasmovie

