„Rojst 3” (Netflix) -finałowy sezon, niesamowicie dobry, świetny scenariuszowo (duet Holoubek i Bajon bardzo dali radę) i sprawny aktorsko.
Bardzo miło widzieć, że prosty koncept rozrósł się do takich epickich rozmiarów. I fajnie, że nie będzie 10 sezonów i męczenia widza. Doceniam.
Sama scena otwarcia pierwszego odcinka 3 sezonu pokazuje, że polskie kino jeszcze może nakręcić kolejne (tym razem udane) „Psy”. Przepiękne lokacje, świetne zdjecia i wysmakowany montaż.
Mamy ponownie piękno-wstrętną Polskę w kilku historycznych rzutach (chociaż tę z lat 70’tych można już śmiało przyrównać do widokówek z Francji czy Włoch – tutaj niestety ekipa Rojsta dołożyła swoją cegiełkę do trendu „tęsknię po PRLu, było wtedy tak fajnie i kolorowo”), ponownie mamy układy, układziki „whodunnit” i zaduch miasta „gdzieś daleko, gdzieś blisko granicy” (nadal nie pada nazwa miasta, ale chyba najbardziej pasuje tutaj Wrocław).
Obsada nie zawodzi – najmniej chyba popisał się Ogrodnik, tak sobie wypadł Gajos, ale role Łukasza Simlata (ponownie – wielbię!) oraz Magdaleny Różczki są naprawdę niesamowite. Osobne oklaski należą się dla Filipa Pławiaka wcielającego się w młodego „Kierownika” (i tylko nie wiem czy nie było zabawy AI’em głosem aktora – zbyt dobrze przypomina Fronczewskiego).
Polecam poszukać teź easter eggów (granatnik, umowa o dzieło, RODO) poukrywanych w dialogach i scenografii a także wśród aktorów
I takie seriale wolę niż zmarnowany potencjał „True Detective”.
PS Wspaniała klamra (odkryłem przypadkowo) – muzyka z ostatniej sceny jest zarazem pierwszym podkładem pierwszych scen w sezonie 1. Takie cukiereczki uwielbiam i doceniam.
Daję 9/10 #kurasmovie

