„Menu” (Disney+) po „Triangle of sadness” kolejna produkcja (a właściwie hybryda gatunków) w które mamy wiele warstw walkę klas / satyra na konsumpcjonizm / celebryctwo / media.
Uprzedzam – to nie jest komedia, a raczej horror. Niektóre sceny ścinają z nóg i spowodują mdłości. Atmosfera jest gęsta i z pozoru nie dzieje się za dużo, ale te pozory mylą.
„Menu” zostało wyprodowane przez Adam McKay (który stał za „Sukcesją” ale i „Big Short”) więc spodziewałem się po nim czegoś naprawdę niesamowitego – udało mu się wypichcić co prawda danie, ale niestety zabrakło pomysłu na deser (czyli finał).
Aktorsko jest bardzo dobrze: olśniewająca Anya Taylor-Joy (oj ma zacięcię do tego typu filmów), magentyczny i przerażający Ralph Fiennes robią show – niestety pozostałe postacie są lekko rozsmarowane na talerzu i zbyt lekko przyprawione.
Bardzo mocny miejscami film, któremu warto dać szansę.
Daję 9/10 #kurasmovie

