„Prawdziwy ból” (Disney) – mam taki nawyk, że przed seansem obstawiam w ciemno (bez oglądania trailera) co zobaczę. Z racji tego, że co pewien czas popełniam scenariusze dla książek, gier czy słuchowisk to traktuję to jako zabawę i rozciąganie szarych komórek i podpatrywanie zdolniejszych koleżanek i kolegów.
Patrząc na zapowiedzi „Prawdziwego bólu” obstawiłem, że to będzie film bazujący na dwóch warstwach – jedną będzie wyprawa wspominkowa do Polski śladami przeszłości, druga przemiana dwójki bohaterów.
Mój prymitywny, scenariuszowy ChatGPT-2 zlokalizowany w głowie wypluł taką intrygę: patrząc na osobę scenarzysty, reżysera i aktora w jednej osobie (Jesse Eisenberg) oraz Kierana Culkina założyłem, że to będzie dwójka neurotycznych amerykańskich Żydów, którzy wyprawę do Polski potraktują jako kanwę do osobistych rozliczeń.
Well. Bingo.
Dokładnie o tym jest ten film.
I nie piszę tego żeby pochwalić się swoją wyobraźnią, ale pokazać mielizny założeń na które reżyser / scenarzysta i jeden z głównych aktorów nakłada potem ramy filmu.
Ano właśnie obsada.
Obsadzony po warunkach (tę rolę załatwił mu reżyser czy scenarzysta, he he) neurotyczny Eisenberg (kiedy on nie zagrał młodego chłopaka na skraju załamania?), śmieszkujący, mający jednak w sobie Skrywaną Tajemnicę Culkin (grający tak samo jak w „Sukcesji”) podróżują przez Polskę.
Nie wiem jaki miał budżet ten film, ale wygląda jakby ktoś go kręcił iPhonem 14 – tak samo wyglądają lokacje (nawet amerykańskie lotnisko). I nie chodzi o to że Eisenberg pokazuje rozpadające się podwórza w Lublinie i Krasnymstawie tylko po obejrzeniu filmu miałem wrażenie, że oszczędzano na wszystkim (głównie na statystach).
I teraz stop. Kiedy we współczesnym kinie widzieliście mainstreamowy, amerykański film nakręcony w Polsce, który nie odnosi się do tematyki Zagłady? Może chociaż jakiś akcyjniak z akcją w czeskiej Pradze?
No nie ma.
Mamy za to „Listę Szindlera”, „Pianistę” czy „The Zookeeper’s Wife” (Azyl). A nie, przepraszam! Jest jeszcze film z 2024 roku pt. „Treasure”. I wiecie co? Ależ ma oryginalny scenariusz!
"American journalist Ruth travels to Poland with her father Edek to visit his childhood places. But Edek, a Holocaust survivor, resists reliving his trauma and sabotages the trip, creating unintentionally funny situations."
Wszyscy płakusialiśmy niedawno, że Wujek Sam nam przyciął możliwość kupowania sprzętu do szkolenia AI.
To może powinniśmy zacząć inwestować w soft power żeby wyjść z ramek „Polska? Ten kraj w którym mordowano Żydów? Tak byłem i widziałem Auschwitz”.
Jak czytam, że „Prawdziwy ból” to jest „love letter to Poland” to zastanawiam się o jakiej miłości mówimy. Na pewno dziwnej, trudnej i pokręconej.
Nie wiem jak wy, ale ja mam już dość takie zaszufladkowania – w historii czy kinematografii.
Nie chcę mówić, że „Prawdziwy ból” wywołuje ból w trakcie oglądania – raczej zdziwienie płytkością i brakiem głębszej refleksji (poza tym, co już kilkadziesiąt razy wiedzieliśmy w innych filmach o Zagładzie).
Mało odkrywcze pokazanie poszukiwania swoich korzeni, pokazane przez perspektywę przewidywalnych i mało oryginalnych bohaterów z końcówką wskazującą na brak pomysłu na klamrę.
Daję 2,5/10 #kurasmovie

