„Peripheral” (Amazon Prime) to ekranizacja książki Wiliama Gibsona pod tym samym tytułem z 2014 roku – od tego czasu np. zarabianie na graniu w gry sieciowe jest mainstreamem a nie przyszłością. Parę innych rzeczy też zdążyło stać się „normą” (ech, szybko za szybko...)
Ten serial (na razie dwa odcinki) pokazuje dogłębnie, że Gibsona nie da sie dobrze (lub wcale) przełożyć na język filmowy. Nie mówię tutaj nawet o próbie oddania głębi, jężyka jego prozy, ale nawet narracji.
W „Peryferalu” skaczemy między dwoma rzeczywistościami (coś, co kino SF przecież już ćwiczyło wiele razy), ale tutaj wkrada się jeden, bardzo dużej klasy błąd – to jest mentalna kalka z „Westworld” co jest oczywiste jeśli spojrzy się na to, kto stoi za tym dziełem („executive producers Jonathan Nolan, Lisa Joy, Vincenzo Natali”).
Ja mam uczulenie na „Westworld” (uważam ją za nudną po drugim sezonie a ostatnia część po prostu bije na głowę arogancją twórców).
„Peryferal” ma zły casting (Chloe Moretz nie pasuje zupełnie), nie ma immersyjności (jakże ważnej dla takiej produkcji), nie ma pomysłu na pokazanie inności świata przyszłości poza kilkusetmetrowymi domami / rzeźbami.
Sorry panie i panowie producenci – proszę sobie odświeżyć jak twórcy „Ludzkich dzieci” pokazali przyszłość tego samego Londynu i uczyć się od nich.
Wymądrzam się tak bo całkiem niedawno kupiłem książkę Gibsona i przedzieram się przez nią (jest ciężka i nasączona wieloma poziomami narracji) – mając pod ręką serial stwierdziłem, że porównam pierwowzór do adaptacji. Meh.
Daję 2,5/10 #kurasmovie

