„Mission: Impossible Dead Reckoning” część pierwsza czyli nudna, sztampowa i strasznie wsobna produkcja.
Osobiście nie oczekiwałem wiele – chciałem fajnie spędzić czas w kinie. Miała być akcja, parę mrugnięć do widza, pełna obsługa efektów itd. Na to liczyłem, to mi obiecywano w materiałach reklamowych.
Dostałem obraz, którego głównym elementem jest sekwencja skoku w przepaść, która została pokazana urbi et orbi przed premierą jako materiał reklamowy.
„Top Gun” obronił się bo Cruise pojechał nostalgią i nie krył umykającego czasu (a jego bohater nie musiał co scenę skakać, bić się i dokonywać heroicznych czynów na miliony sposobów) natomiast w w MI7 „tomkowe” popisy, farba maskująca siwiznę i pokazywanie za wszelką cenę, że to sam Cruise bierze udział w większości scen kaskaderskich po prostu nużył.
Jego monoplizacja czasu ekranowego nie pozwala na rozkwitnięcie świetnych aktorek i aktorów, którzy zepchnięci się do ról poklepywaczy po plecach.
Uwielbiam Rebeccę Ferguson (swietna rola w „Silosie”) i chciałbym żeby w końcu jej postać dostała odpowiednio dużo uwagi zamiast być emocjonalną kotwicą dla Ethana.
I tutaj leży różnica między bondowskim „dojrzewaniem” Craiga a próbą pokazania za wszelką cenę przez 61 letniego aktora, że można oszukać czas. Cruise panicznie boi się zestarzeć na ekranie.
Nie kupiłem żadnego z bohaterów – ani złych, ani dobrych (ten zły jest bardziej postacią z kiepskiej gry komputerowej).
W zasadzie każdy z nich jest tylko po to żeby pokazać w jak najlepszym świetle samego Cruisa.
Wszyscy przemazali się przez ekran emanując brakiem charyzmy co pod koniec dłuuugiego seansu (wiem, wiem – Oppenheimer jest dłuższy
w sumie wróciliśmy do punktu wyjścia – jest misja i jest ona bardzo ważna. Trochę jakbyśmy widzieli taki długawy trailer.
Bełkot fabularny związanym z bytem / AI (CIA pracujaca na maszynach do pisania) był nie do zniesienia i prezentujący dokładnie poziom medialnych podniet w stylu „osoba X mówi, że AI ma świadomość!” Rozumiem, że Cruise chciał iść z duchem czasu i nawiązać do aktulanych tematów, ale fabuła jaką wybrał jest śmieszna a nie ciekawa.
W dobie wojny w Ukrainie symetryzowanie i unikanie tematu Rosji jako agresora jest zdumiewające i pokazuje, że Crusie po prostu chce stworzyć film na każdy rynek.
Wiem, że to będzie najbardziej „polski” film bo mamy Dorocińskiego i dwa razy pojawia się paszport RP – niestety rolę Dorocińskiego mógł zagrać każdy aktor ze słowiańską urodą i to by absolutnie nic nie zmieniło dla tego filmu.
Daję 2,5 / 10 #kurasmovie

