„Gladiator 2” to wulgarny skok na kasę poczyniony przez reżysera, któremu się wydaje, że rozumie jak powinno wyglądać współczesne kino rozrywkowe.
Serio, niech w końcu przekona Scotta, żeby poszedł na emeryturę zamiast masakrować widzów swoją „tfórczością”
W skrócie: NIE OGLĄDAĆ!
Jeśli widzieliście trailer to znacie całą fabułę filmu. Przykro mi to pisać, ale tak miałkich dialogów, tak papierowych postaci i scenariusza rodem z pierwszych wersji ChatGPT dawno nie widziałem.
Denzel Washington? Próbował stworzyć ciekawą postać. Próbował to dobre słowo. Chciał na pewno stworzyć postać, inną, wyróżniającą się. No chciał.
Pedro Pascal? Rany boskie, ale drewno i parodia (taki fałszywy patos, że za każdym razem kiedy wypowiadał frazę „na chwałę Rzymu” bałem się, że mu zaczną kwiatki wypadać z buzi).
Dwóch aktorów grających Bardzo Złych Cesarzy wzięli chyba z castingu do History Channel (a Joseph Quinn przecież dał nieźle czadu w „Stranger Things”).
Innych aktorów pomijam. Nie chcę nawet pamiętać, że zagrali w tej szmirze.
Ten film jest porażką, która sponsoruje galopująca potrzeba zmonetyzowania wspomnień i żerowania na nostalgii za filmem sprzed 24 lat.
I wiecie co? Chciałbym chyba zobaczyć zekranizowaną wersję scenariusza „Gladiatora 2” autorstwa Nicka Cave’a (tak, tego piosenkarza) która wyciekła do sieci chyba w 2007 roku:
W tej wersji Maximus zmartwychwstaje i otrzymuje życie wieczne, po uprzednim spotkaniu z rzymskimi bogami (!) Mając moc nieśmiertelności gladiator walczy między innymi w II wojnie światowej oraz w Wietnamie (!!). W ostatniej scenie, już całkowicie współczesnej, Maximus pracuje w Pentagonie (!!!) Tytuł? „Christ Killer” (bo zazdrośni rzymscy bogowie chcą aby Maximy zabił chrześcijańskiego Zbawiciela).
Prawda, że to by było fajniesze?
Daję 3,5/10 #kurasmovie

