„Crime 101” – nasłuchałem się jakie to złe i aż mnie podkusiło żeby jednak zobaczyć.
Kurde. Dawno nie widziałem tak fajnego kryminału.
Tak, czuć hołd dla „Heat” pod wieloma kątami – miasto jak bohater drugiego planu, złamani życiowo bohaterowie, ostatni skok i mnóstwo innych nawiązań. Ale to nie jest copy+paste.
To nie znaczy, że „Crime 101” próbuje tylko kopiować Manna – to jest bardzo dobra produkcja, z ciekawymi postaciami, autorskim podejście i bardzo wyrazistymi rolami.
Hemsworth gra pogubionego gościa z tajemnicą (i chyba po raz pierwszy jest wiarygodny w swojej roli), Ruffalo jest policjantem z zasadami na życiowym zakręcie a Hake Berry genialnie zagrała kobietę, która orientuje się, że jej kariera dawno się skończyła i żyje w iluzji.
Barry Keoghan ponownie (po „Peaky Blindrrs”) zagrał złola i fajnie mu to wyszło – mam nadzieję, że będziemy go częściej widywali w takich rolach.
Klimat filmu, jego flow, zdjęcia LA, kolorystyka kadrów, hołd dla klasyków kina – mają to „coś” w sobie. Jest tam smutek, nostalgia – jak to ktoś dobrze opisał „neo-noir ale w kolorze”.
Mi bardzo podeszło.
Daję 7,5/10 #kurasmovie

