„Bugonia” – czyli korpo, foliarze, pszczoły i Andromeda. Nic nie zrozumieliście? I tak ma być.
Niektórzy z was pójdą na ten film bo usłyszą, że to fajny film o teoriach spiskowych, niektórzy się wybiorą bo widzieli poprzednie filmy Yórgosa Lánthimosa. Niektórzy wybiorą ten seans bo to „komedia SF”. Błąd.
Co tu napisać, żeby nie popsuć przyjemności?
Przede wszystkim to remake koreańskiego filmu z 2003. Mieszanina gatunków (post factum widać która ścieżka była prawdziwa), doskonały miks współczesnych leków i obaw podany w klasyczny dla Lánthimosa sposób (jeśli lubisz „The Killing of a Sacred Deer” to się nie zawiedziesz).
Emma Stone – niesamowita gra aktorska, widać dlaczego jest ulubioną aktora Greka (bo umie przetworzyć aktorsko jego porypane pomysły i robią to z niesamowitą taką gracją).
Jesse Plemons – oj rośnie, z roli na rolę, aż fajnie popatrzeć. Jego „what kind of American are you?” w „Civil War” przejdzie do historii kinematografii a najlepsze role i filmy jeszcze przed nim.
Dla mnie „Bugonia” to jeden z najlepszych filmów tego roku.
Daję 8,5 / 10 #kurasmovie

