„Black Adam” – męczarnia od początku do końca. Myślałem, że pod koniec 2022 roku dostanę film ze stajni DC, który będzie chociaż połowie tak dobry jak średnie produkcje MCU. Niestety.
Poziom cringe’u (seria scen z ustalaniem frazy przy eliminacji złoczyńców) jest tak samo nieziemski jak frustacja generycznością postaci, scenariusza, napięcia między bohaterami itd.
Do dna przewidywalny, nie mający w sobie grama pierwszej „Wonder Woman” (a może inaczej – powtarzający błędy najgorszym stylu „WW’84”) z oczywiście fajnym ale totalnie nic potrafiącym wnieść do kina superbohaterskiego Dwaynem Johnsonem.
Uwielbiem „Rocka”, szanuję go za konsekwencję w doborze ról, ale naprawdę nic poza prężeniem muskułów i patrzeniem spode łba nie pokazał (tak, wiem on tak często „gra” dlatego najlepsze rola „Rocka” to „Słoneczny Patrol” i „Jumanji” bo tam parodiuje siebie).
Darujcie sobie oglądanie.
Daję 3/10 #kurasmovie

