„Bielmo” (Netflix) – bardzo fajny pomysł na scenariusz (morderstwo w West Point w które zamieszany jest E. A. Poe) niestety pomimo, że wszystko mamy podane (klimat kryminału jak...z powieści Poe), piękne zdjęcia surowej natury, historyczne dekoracje i miejsce (West Point z roku 1830 na ekranie pojawia się raczej tylko we współczesnych czasach).
Niestety film się ciągnie a reżyser nie wie czy skupić się na Poe (kolejna, wybitna rola Harrego Mellinga – ja go zapamiętałem z „Ballady o Busterze Scruggsie”) jako głównym elemencie (wiecie, taka „kształtująca” zbrodnia, która wpływa na pisarski talent) czy raczej pójść za losami Christiana Bale’a i zrobić z kadeta Poe tylko sidekicka.
Mamy zatem dwóch bohaterów (szkiełko i oko), dwie wrażliwośći, dwie perspektywy. Niestety klamra spinająca całą opowieść jest taka sobie, zakończenie troszkę jakby dopisana żeby jednak zamieszać w scenariuszu.
Szkoda, bo „Bielmo” naprawdę mogło być dobrym cross gatunkowym obrazem.
Daję 5/10 #kurasmovie

