„Bad Boys: Ride or Die” – to jest tak sztampowe, przewidywalne, wtórne, że aż fajne
Nie miałem żadnych oczekiwań po poprzedniej części a dostałem przaśny, letni, filmowy mózgotrzep.
Wszystko było, wszystko widzieliśmy. Dwóch bro-policemen staje (który to już raz?) do walki z przestępczą rzeczywistością Miami. Są zatem absurdalne pościgi samochodami, strzelaniny i odzywki w rytm nieśmiertelnego szlagwortu „bad boys, bad boys, whatcha gonna do when they come for you?”
Nie oczekujcie sensu, przemyśleń czy odpowiedzi na palące problemy ludzkości.
Tutaj rządzi Rozrywka™ więc konsumujemy miałką treść na ekranie wraz z popcornem z kubełka.
Muszę pochwalić za parę pomysłów realizacyjnych – kilka sekwencji walk oraz praca kamery mnie zaskoczyły.
Daję 5/10 #kurasmovie

