„The Batman” – gdyby wyjąć z tego filmu postać superbohatera to mielibyśmy generyczny film kryminalny ) przeciętny pod kątem scenariusza i aktorstwa).
W porównaniu do Nolana Matt Reeves nie umie budować nastroju przygnębienia i rozpaczy. Sztampowy scenariusz (widzieliśmy to juz tysiace razy – skorumpowani gliniarze, mafiosi itd), budowana wooooooooolno akcja, która okazuje się irytująco rozciągnięta na 2,5h. No niestety, ale te 2,5h wynikaja z braku warsztatu reżysera – za dużo chciał opowiedzieć w bardzo wolnym tempie.
Używanie ciemnych barw, i przygnębiającej palety kolorów nie gwarantuje sukcesu. Oglądając kolejną wariację na temat człowieka w masce nietoperza przez część filmu miałem skojarzenia z „Seven”. Ale głównie przez deszcz. Reszta skopiowana bez pomysłu i klimatu. A no i mocno reżyser inspirował się „Krukiem”. Niestety również słabo to wypadło.
Co dalej? Nowy komisarz Gordon jest kompletnie nijaki. Pattinson gra pogubionego nastolatka z napadamii furii (chętnie dowiem czy to on grał w scenach walk bo jakoś mi wyglądało na używanie kaskadera). Alfred? Przemazał się przez ekran i tyle.
Selina czyli Catwoman (jedyna postać kobieca!) nie uniosła tej roli. Nie miała charyzmy Anne Hathaway ani drapieżności Michelle Pfeiffer. Jakaś pogubiona dziewczyna w dziwnym stroju. Nijaka, zahukana, bojąca się swojego cienia.
Riddler? Fajny, ale bez przesady. W swoim wariactwie nie był przekonywujący. Szaleństwo Jokera ala Joaqin Pheonix jest nie do skopiowania. I długo nie będzie.
Wątek Riddlera jest tak „ciekawy”, że w sumie to umyka widzowi, że przecież nad tym wszystkim wisi cien Wielkiego Złego i pod koniec nagle okazuje sie, że trzeba zamknąć i tę kwestię. Dawno tak nie ziewałem w kinie.
Werdykt? Ech. Nuda, dłużyzny i brak czegoś co pozwoli ten film zapamiętać. Fani Nolana mogą spać spokojnie – trylogia z Bale’em jest absolutnym majstersztykiem i wzorcem.
Coś na plus? Muzyka.
Daję 3,5/10 #kurasmovie

