1899 (Netflix) – odpadłem po pierwszym odcinku. Po kilku tygodniach wróciłem zachęcony kilkoma recenzjami. Niestety – przyznaję się: przewijałem ten serial, nie miałem przyjemności z jego oglądania. Zakończenie powitałem z ulgą.
Poprzeczka po „Dark” była bardzo wysoko zawieszona (chociaż muszę przyznać, że w ostatnich odcinkach finałowego sezonu naprawdę musiałem zainwestować dużo cierpliwości w śledzenie intrygi).
Dlaczego „1899” jest słabym serialem? Bo jest słabą opowieścią. Widać, że Netflix zaufał producentom „Dark” i dał im znacznie większy budżet, który poszedł w CGI, ale nie scenariusz.
Napisać, że scenariusz jest mało oryginalny to nic nie napisać. W zasadzie każdy (nawet średnio obeznany z popkulturą widz) będzie mógł wskazać oczywiste żródła inspiracji („Westworld”, „Matrix”, „Trzynaste Piętro” czy „Dark City”).
Czy to źle? Nie, tylko żeby z tego powstało coś fajnego, nowego. A wyszła zwykła mielonka zamiast wykwitnego posiłku.
Moim zdaniem to byłby lepszy serial gdyby twórcy poszli tropem horroru / mystery (skręt bardziej w „Horyzont zdarzeń”) niż wprowadzać kolejne gatunki mając nadzieję, że widz na koniec powie „o kurde, ale dużo warstw i znaczeń, łaaał – ależ to genialne!”
Bardzo podobał mi się pomysł wprowadzenia różnych nacji, dania im mówić w swoim języku. Bardzo klimatycznie odtworzono statek, super popracowano nad kostiumami. Casting też bym zapisał na plus (ciekawe czy Maciej Musiał będzie już teraz grał zawsze Polaka w produkacjach Netfliksa?)
Jak bardzo bym się uparł to chyba nawet widzę kiedy scenarzyści „1899” stracili pomysł na zamknięcie tej historii. Albo się przestraszyli, albo chcieli zrobić „opus magnum”. Tak, czy siak wyszło słabo.
Niestety boję się, że ktoś to już rozpisał na kilka sezonów i będziemy męczeni kolejnymi „powieściami szkatułkowymi”.
Daję 3,5/10 #kurasmovie

