„28 lat później cześć 2: Świątynia kości” to oczywiście kino gatunkowe ale jak zawsze – najlepiej jeśli film SF czy horror zasłania się jakimś tematem (zombie) a tak naprawdę opowiada o czymś innym – miłości, rozpadzie świata, rodzinie i ludziach.
„Świątynia...” to raczej przypowieść niż kino akcji z zombiakami w tle. Dużo tam religijnych odniesień, symboli i pytań o naturę ludzką – ten film przeraża dlatego, że zaczynamy rozumieć jak cienka granica dzieli nas żebyśmy saki wylądowali w takiej rzeczywistości.
Duet Boyle i Garland (plus reżyserka Nia DaCosta) wspaniale kończą swój cykl – psychopatyczny Jimmy Crystal vs Ian Kelson walczący o przekonanie nas jak powinniśmy odpowiedzieć na katastrofę, która zniszczyła świat – jeszcze większą przemocą czy zrozumieniem, akceptacją i miłością.
Brakowało mi wariackiej pracy kamery Boyle’a, zabawy montażem i wstawek dźwiękowych („boots, boots...”). Ostatnia (?) część cyklu jest pod tym kątem spokojniejsza ale za to bardziej krwawa – sceny zjadania mózgu czy obdzierania ze skóry są ultra realistyczne.
PS scena z tańcem w takt Iron Maiden przejdzie do historii kina.
Daję 9,5/10 #kurasmovie

