„The Last of Us” (HBO) jak dla mnie 10,5 / 10 #kurasmovie
„Hej, ale jak to, po jednym odcinku?” Tak, bo wiem jaki jest materiał wejściowy i musiałby stać się cud (a raczej klęska) na miarę ostatniego sezonu „GoT” żeby HBO skopało fundamentalnie takiego samograja. Tak samo jak po jednym odcinku nowego „Wiedźmina” czy „Pierścieni władzy” wiedziałem, że to będzie katastrofa tak tutaj mam pewność, że to będzie przełomowa seria.
Bo TLOU jest samograjem – to gra wideo w której chyba 1/3 zajmują sekwencję wideo. Sceny jazdy samochodem, pobudki Sarah (córki Joela) przed epidemią są 1:1 wzięte z gry. Moim zdaniem obawy o adaptację TLOU były wyolbrzymione – HBO to nie Netflix, który potrafi schrzanić takie cudowne IP jak książki Sapkowskiego.
A propos „streaming wars” – mam też głęboką nadzieję, że sukces TLOU pokaże Netflixowi, ze jego strategia „spray & pray” nie działa już. HBO jest utożsamiana z precyzyjnymi, wręcz snajperskimi strzałami („Rodzina Soprano”, „Gra o Tron”, „The Wire”, „Sukcesja”) podczas gdy Netflix ma co? Stranger Things i teraz Wednesday? Za mało żeby przyciągać i przekonywać ludzi do płacenia abonamentu.
Wracając do samego TLOU – to jest wspaniała adaptacja zadawalająca graczy (jak napisałem wcześniej – są sceny i dialogi wzięte żywcem z gry) jak i show, który wciągnie błyskawicznie widza, który z grą się nie zetknął. Bardzo rzadko zdarza się żeby udało się tak idealnie zbalansować takie podejście.
Ciekawe są zabiegi operatorskie – czasami widzimy sceny z perspektywy Ellie prawie tak samo jakbyśmy grali w grę. Kolorystyka świata, detale terenu FEDRA, opowiadanie świata poprzez drobne szczegóły (ulotki, pokazywanie zachowań osób czy tez sam ich wygląd) są mistrzowskie. Show, don’t tell w najlepszej postaci.
Mamy bardzo ciekawe otwarcie nawiązujące do współczesnych problemów (rozmowa naukowców w studio), mamy zmianę wizualizacji zarażonych (autorzy serialu zdecydowali się na nią po konsultacji z naukowcami), mamy bardzo rozbudowaną (w stosunku do gry) postać córki Joela i jego brata.
Pedro Pascal jakby był stworzony do tej roli – jego zmiana jako bohatera (przed i po apokalipsie) jest niesamowita i pokazująca, że to jest bardzo sprawny aktor (scena walki ze strażnikiem odgrywa się na dwóch planach – przede wszystkim w głowie Joela ale jak to jest zagrane!).
Ellie? Nie miałem większych problemów z postacią Ellie – tak, to jest zupełnie inna osoba w stosunku do gry (Ellie jest bardziej delikatna i wycofana), ale widać, że Bella Ramsey nie chce odgrywać Ellie tylko zinterpretować jej osobę i wymyśleć ją na nowo.
Cały casting, dekoracje, lokacje i CGI to jest to z czego HBO słynie i na co daje budżety. Absolutna immersja, żadnych szwów, dziwnych przeszkadzajek, które wytrącają widza z zanurzania się w tym świecie.
Kocham postapo i z wielką radością czekam na to jak twórcy TLOU zinterpretują po swojemu katastrofę i pokażą świat – obie części gry dają taką masę wspaniałych gotowców, że po prostu palce lizać. Aż się prosi żeby całość klimatem nawiązywała do „Drogi” Cormaca McCarthy’ego, ale być może to by było za dużo jak na ten serial.
I jeszcze a propos pisania, że TLOU wreszcie udowodniło, że ekranizacja gier jest możliwa – hej, to nie do końca prawda. Tomb Raider (ten nowy), Mortal Kombat, World of Warcraft czy seria Resident Evil to też fajne filmy.

