„Reacher” (Amazon) – sezon trzeci za nami, a ja nie zmieniam zdania: ten serial to jest płytka, polsatowska rozrywka, która idealnie pasuje na zabicie godziny nudy. Tylko tyle i aż tyle.
Nie twierdzę, że książki (na podstawie których Amazon będzie dekadami jeszcze kręcił serial bo jest ich sporo) były lepsze, ale przynajmniej dawało się polubić Reachera, który był z innego świata – nie miał kasy, nie korzystał z telefonów i podróżował głównie bezdrożami. Bohater z Ameryki, której już dawno nie ma.
Tak. przyzwyczaiłem się do napakowanego sterydami (tak, że ma problemy z rękoma) Alana Ritchson i jego karykaturalnej postaci – niemniej czasami gdyby nie montaż to jego postać nie umiała by dogonić ucznia podstawówki z powodu swojej masy.
Książkowy bohater używa też mózgu a serialowy głowy (do rozbijania przeszkód). O ile to nie przeszkadza w jednej, dwóch scenach to w całym sezonie ma zasadniczą wadę: wszyscy (nawet najbardziej potężni wrogowie) muszą być głupsi od Reachera (co powoduje dramatyczne obniżenie poprzeczki).
Niemniej – tak, to jest fajne kino. Tak samo jak zabawne było oglądanie „Księżniczki Xeny”.
Tak bardzo obśmiewany Tom Cruise (co za nikczemy wzrost! jakie małe mięśnie!) przynajmniej pozwalał obserwować grę aktorską – u Alana Ritchsona to są jedynie grymasy.
PS Na duży plus zaliczyć należy „drugą linię” aktorską – Maria Sten jako Neagley jest bardzo wiarygodna i chciałbym zobaczyć ją jako bohaterkę swojego serialu. No i Sonya Cassidy jako agentka DEA to one tak naprawdę zrobiły ten sezon. Brawo!
Daję 3/10 #kurasmovie

