„Projekt Hail Mary” – czyli „Interstellar” zmieszany z bromance, posypany „Ad Astra” i przyprawiony lekkim dodatkiem „Problemu trzech ciał”.
Fajne, zaskakująco mało ckliwe (bałem się, że wątek Rockiego stanie się współczesną kopią „E.T.”), z dużą domieszką humoru i śladowym patosem. Zgrabna ekranizacja trudnej (bo najeżonej naukowymi twiedzeniami) książki Weira. Tak jak w „Marsjaninie” tak i w „Hail Mary” Weir epatuje swoją nerdozą zalewając czytelnika wiedzą specjalistyczną – książka wszystko wytrzyma, ale ekranizacja rządzi się swoimi prawami.
Tutaj wyszło zaskakująco poprawnie – wszystkie istotne wątki z książki znalazły się w scenariuszu filmu (i to wpływa na jego długość: 2h 36 min więc weźcie miękkie poduszki i dużo jedzenia).
Mamy zatem monumentalny kosmos, tajemnicę do odkrycia i spotkanie z Obcym. Mamy konsekwencję wyborów, zbliżającą się zagładę Ziemi i podobnie jak w „Interstellar” samotność bohatera, który musi się poświęcić dla dobra wszystkich.
Ryan Gosling nie jest moim ulubionym aktorem szczególnie w filmie gatunkowym (w nowym „Blade Runnerze” jego kreacja zupełnie mi się nie podobała) ale w PHM stanął na wysokości zadania.
Jest zabawny, czuły i chociaż na początku zżymałem się na jego wybór („sexy nauczyciel z pipidówki ratuje świat”) to finałowo dał sobie radę.
Show skradła drugoplanowa rola Sandry Hüller. Oszczędna, ale kiedy trzeba (scena z karaoke) to nie bierze jeńców (a jeśli nie widzieliście „Antomii upadku” czy „ Strefy interesów” w których gra to natychmiast obejrzyjcie)
Bardzo fajnie, że zamiast amerykańskiej flagi i patosu od pierwszej sceny mamy luźną atmosferę, co zawdzięczamy zapewne tym dwóm panom reżyserom (Christopher Miller i Phil Lord czyli twórcom takich hitów jak „Lego przygoda” czy remake „ 21 Jump Street”).
Nie sądzę jednak żeby PHM zapadł w pamięć i był takim kamieniem milowym jak film Nolana. To jest dobra produkcja, poprawna gatunkowo i zekranizowana z dbałością o materiał źrodłowy. I tyle. Nie ma w tym filmie czegoś, co przesądza o tym, że ten obraz będzie wymieniany jak ważny.
Ot, bardzo dobre kino rozrywkowe w sztafażu SF na które można pójść z dziećmi.
Przyjaźń to magia jak mówiły małe kucyki.
Daję 9/10 #kurasmovie

