„Nope” (Apple) Jordan Peele jawi mi się coraz częściej jako nowy M. Night Shyamalan – jest bardzo ambitny, chce robić kino na własną rękę i ma w nosie opinie krytyków (chociaż pragnie suckesu i splendoru). „Get out” zachwyciło, „Us” było dziwne bo zbyt łopatologiczne, „BlacKkKlansman” bardzo się dobrze udał natomiast „Candyman” był taki sobie.
Nie miałem żadnych oczekiwań wobec „Nope!” i może dlatego ten bardzo mi się spodobał. Świeżo mieli stare tropy i klisze, daje nową jakość, straszy, przeraża ale i zadziwia swoją odwagą (czasami balansują na pograniczu kiczu).
Jak zwykle Peele opowiada wiele historii w jednej i oczywiście ważny jest kolor skóry aktorów. Niby mamy scenariusz o czymś tajemniczym, ale to jest film o ludziach. Niby to jest komedia, ale bardziej dramat społeczny. Niby horror ale też i moralitet opowiadający o sytuacji społecznej w USA. Trochę klimatów ze Spielberga a trochę Tarantino autorsko wymiesznaych.
Ot, zwykły Peele.
Daję 8/10 #kurasmovie

