„Konklawe” – to nie jest na szczęście kolejny Dan Brown ani tani film sensacyjny z Watykanem w tle tylko fachowa próba pokazania wydarzeń w trakcie wyboru nowego Papieża.
Reżyser pokazuje nam ludzi a nie wielkich strażników Kościoła, którzy kupczą głosami, podkładają sobie nogi i po trupach dążą do celu – zostania wybranym kolejnym Ojcem Świętym.
Znacie? Znamy.
Ale tym razem w scenariuszu pojawiają się nowe pomysły jak takie konklawe mogłoby pójść inaczej...
Aktorsko jest wybornie – Ralph Fiennes gra niesamowicie, Stanley Tucci jak zwykle jest klasą samą w sobie no i dawno nie widziana Isabella Rossellini również tworzy ciekawą rolę.
Całość jak na standary współczesnego kina jest wolna i teatralna, ale atmosfera i wydarzenia to usprawiedliwiają.
To nie jest przełomowy film o Kościele Katolickim (chociaż niektóre sceny i dialogi mogą szokować osoby wierzące) ale z ręką na sercu nie spodziewałem się takiej bomby na koniec.
I nawet dla tych ostatnich 10 minut filmu zakończenia warto obejrzeć „Konklawe”.
PS jest polski akcent – pijany i rozmodlony Polak, totumfacki zmarłego Papieża.
Hmm.
W tym Hollywood to my chyba już nigdy nie zasłużymy na normalny film o Polsce (vide kolejna produkcja która wchodzi do kin „Prawdziwy ból” czyli Polska będąca tłem dla Holokaustu i traumy).
Daję 8/10 #kurasmovie

