„Hrabia Monte Cristo” – bardzo fajna adaptacja i do tego zrobiona jednocześnie w duchu epoki, ale też dająca się obejrzeć przez współczesnego widza.
Niesamowite jest jak wiele interpretacji tego klasyka powstało (doliczono się 30 wersji kinowych i 10 seriali) i jak wielu aktorów próbowało zmierzyć się z tą rolą – chyba co dekadę powstaje nowa opowieść próbująca na nowo opisać to, co Aleksander Duma wymyślił i przelał na karty książki w 1884 roku.
Żonglowanie takimi schematami jak zdrada, miłość, zemsta, śmierć wydaje się szczególnie dla współczesnego kina naturalne, ale żeby to zrobić dobrze i nie popaść w patos albo uśpić widza 3h seansem w kinie trzeba pomysłu i talentu.
I obie te rzeczy są w nowym „Hrabim...”. Z dużym zaskoczeniem odkryłem, że autorami nowego „Hrabiego..” są panowie Alexandre de La Patellière, Matthieu Delaporte zrobili także chwalonych przeze mnie „Trzech muszkieterów” i kurde, ponownie zamiatam czapką do ziemi – tak dobrej immersji XIX wiecznej Francji nie widziałem dawno (no właśnie – od czasu obejrzenia adaptacji innej powieści Dumas
.
Kostiumy, lokacje, postacie drugoplanowe – ech, widać, że ktoś zna i czuje swoją historię. Pierre Niney (czyli filmowy Dantes) oj jeszcze zamiesza w światowej kinematografii. Piekielnie przekonywujący, grający świetnie postać młodzika i złamanego nienawiścią bogacza.
Fascynujące jest jak wiele gatunków udało się zmieścić w tym 3h filmie – mamy dramat sądowy, romantyczną miłość, sceny rodem z „Misji niemożliwej” ale także bardzo dobre i wiarygodne przemiany bohaterów dające farę na koniec.
A przez część seansu nie mogłem pozbyć się wrażenia, że oglądam jakąś coppolowską wersję „Draculi”
Idźcie i chłońcie ten film – bardzo dobrą i widowiskową adaptację klasyka, której młodzież dotknięta wirusem smartfonozy nie ma szans „zmęczyć” (1500 stron) poza właśnie obejrzeniem jej w kinie.
PS Język francuski jest piękny!
Daję 9/10 #kurasmovie

