„Beverly Hills Cop: Axel F” (Netflix) – tak, tak, tak!!!!
Jerry Bruckheimer (80 latek, który wyglądają na 50 latka) zrobił kolejną część franczyzy, której pierwsza cześć ukazała się 40 lat temu.
Powiem tak – dawno tak miło nie odmóżdżyłem się. Po prostu jest to bez żenady podawana prosto do żył „90 nostalgia” ubrana w nowoczesny klimat, ale bazująca na starych, sprawdzonych trikach.
Przerażające jest jak dobrze Murphy wygląda i jak mało zmienił się od ostatniej części sagi o policjancie z Detroit co jedzie i rozwala wszystko w LA.
Scenariusz jest bezpieczną, generyczną wariacja na temat – nie ma zaskoczenia, źli są źli, dobrzy, dobrymi a na końcu musi być happy end (bo liczymy na kolejne zlecenie od czerwonego N!).
I co? I fajnie. Dokładnie taki film chciałem i dostałem. Głupsze rzeczy teraz się robi więc Axel Foyle mile się wyróżnia na tle współczesnej popkultury.
Wincyj, wincyj takich filmów!
Daję 7,5/10
#kurasmovie

