„Bullet train” – wziąć Tarantino i Guya Ritchiego, wycisnąć z nich esencję, usunąć wszysko poza scenami walki, grepsami, całym scenariuszowym „gipsem”, wetknąć to w scenariusz składający się z fałszywych tropów, zaprosić do wzięcia udziału Brada Pitta, Sandrę Bullock, Channinga Tatuma czy Ryana Reynoldsa i...
...i wyszła spektakularna kupa. Dno i wodorosty. Bardzo marna kopia Kill Billa. Nie dający oglądać spektakl zajechanych gagów i przeżutych scen z innych filmów. Klisza kliszy.
„Bullet train” niebezpiecznie blisko leży netfliksowych produkcji gdzie niby wszystko jest ok ale widać, że nie ma życia, pomysłu i generalnie ktoś nie bardzo panuje do scenariuszem.
Nie wsiadajcie do tego pociągu.
Daję 1,5/10. #kurasmovie

