„Weapons” (Zniknięcia) – czy to jest horror rok? Nie. Czy to jest najlepszy horror ostatnich lat? Też nie. To dlaczego tak bardzo dużej części osób się spodobał i jest on nim głośno?
Bo reżyser nakręcił film, który jest inny niż klasyczna, generatywna papka tworzona na potrzeby platform streamingowych. Naprawdę to rzadkość widzić w filmie kinowym jak dłuuuugie dialogi pooowoli budują akcję (ale nie prostackiego jumpscare).
Na tle innych obrazów „Weapons” wygląda jak arthałsowa produkcja zestawiona z hollywódzkimi produkcyjniakami. Fajnie buja, łobuzersko bierze nas pod włos i kupujemu jej bezczelność – ale nie zmienia to faktu, że to nie jest kompletny obraz.
Aktorsko bardzo dobrze: Josh Brolin i Julia Garner – o raany ale wspaniała para. Oni nie podają tekstu, oni są tymi osobami.
Przez większość seansu ciężko zakwalifikować ten film – to jest horor, dramat społeczny czy może coś innego? Nielinearna narracja robi naprawdę super robotę (łącząc sie w pewnym momencie w jeden strumień – prawie jak u Nolana
. I fajnie! Tego oczekuję od takich produkcji.
Dlaczego zatem to nie jest „super film”? Bo zabrakło mi tego „czegoś”.
Jestem świeżo po „Barbarzyńcy” (też Zach Cregger!) i „Mów do mnie!” gdzie podobne eksperymenty z formą, dały lepsze rezultaty. Lepiej dopracowane wątki, lepsze zakończenia (ktoś miał pomysł jak to wszystko spiąć).
„Zniknięcia” są fajne, ale zakończenie (nie mówię o scenie z ciocią i dziećmi
jest za proste, takie oczywiste. Tak, jestem wybredny.
PS Kudos za kolejny film z Justinem Longiem. Chłopak polubił horrory
Daję 7/10 #kurasmovie

