„Rodowód krwi” (Netflix) – nie jest aż tak źle jak mogło być jeśli zamkniesz oczy i pomyślisz, ze to kolejny generyczny serial fantasy zrobiony przez Amerykanów dla których starówka w Warszawie to starożytność. (uwaga, spoilery!)
Jeśli brać na poważnie, że akcja dzieje się 1200 lat przed wydarzeniami z seriali „Wiedźmin” to dostajemy niestrawności po pierwszych 15 minutach oglądania. Casting, dialogi, dekoracje, CGI, kostiumy – nic nie pasuje i wszystko jest na granice pastiszu.
Nie ma immersji, nie ma klimatu, nie ma grama „wiedźminskości”.
Architektura elfów (Cintra vel Xin’trea tak często pokazywana z lotu ptaka) to niemiecki neosklasycyzm z epoki nazim autorstwa Alberta Speer. Brakuje tylko Leni Riefenstahl biegającej z kamerą.
Wnętrza wzorowane na skandynawskim minimalizmie (polecam obejrzeć leżankę księżniczki w Cintrze) pasujące do disneyowego „Andora”.
Kostiumy – absurdalnie współczesne. Nikt nie był w stanie robić takich dziwnych konstrukcji bez sztucznych materiałów
dostępnych w naszych czasach.
To nie jest postmodernizm (vide awantura o majtki z batystu w „Mniejszym Zle” Sapkowskiego) tylko głupota osób odpowiedzialnych za kostiumy.
Korona Alvitira (to ten elfowski król) wygląda jak tani gadżet z jasełek. Zbroje, broń – nic się nie trzyma kupy i zalatuje wytworami z papieru mache.
CGI – jeszcze gorsze niż w I sezonie W. Ten potwór (w całym serialu są pokazane raptem dwa) atakujący w trakcie paktowania trzech królestw jest obłędnie śmieszny.
Dialogi – serio, ale ChatGPT by napisał lepsze.
„Ale jeśli mnie zdradzisz, rzucę twojego kutasa psom”
„Gdybyś wpadł do wiadra z cycami i tak byś wyciągnął kutasa”
To co u Sapkowskiego była śmieszne (przekleństwa przy okazji pokazywały różnice kulturowe między elfami a krasnoludami) tutaj śmieszy wyłącznie nastolatków.
Showrunnerka Lauren Schmidt Hissrich to taki Czesław Michniewicz, któremu wszyscy mówią, że musi odejść, stacja broni go za osiągnięte rezultaty a fani wyją i żądają zmiany.
Taki CDPR udowodnił, że robiąc nową grę umieją dokonać adaptacji naważniejszych elementów dla gatunku i tak powstaje arcydzieło w postaci „Edgerunners”.
Tymczasem po dwóch kiepskich sezonach „Witcher” dostaje fanfiction napisany na kolanie w postaci „Rodowodu krwi”. Ani Hissrich ani nikt w Netfliksie nie rozumie i nie umie wykorzystać wspaniałego materiału źródłowego w postaci prozy Sapkowskiego.
Katują więc idiotyczne monolity, tworzą jakieś klany Psa czy Kruka i każą widzom się uczyć tych wszystkich dziwnych imion i miejsc, które po prostu są kopią i kliszą.
Jeśli ktoś czytał książk i grał w gry to wie, że pierwszy wiedźmin został stworzony przez maga-renegata Alzura. W „Rodowodzie krwi” zamiast jest to jakiś bieda-magik, który produkuje za pomocą czarów jakiegoś szarego Hulka...
Rok temu w trakcie live dla Bez/Schematu wieszczyłem, że serial „Wiedźmin” może zostać ubity przez Netfliksa.
Od tego czasu Henry Cavill uciekł z tego projektu a kolejna cześć „uniwersum” zbiera totalnie nędzne receznje.
Jest jednak szansa na uratowania całość!
Trzeba po prostu wywalić na zbity pysk showrunnerkę i zrobić reboota, który bazować będzie na opowiadaniach i powieściach Sapkowskiego a nie wymysłach osób, które (jak sami się przyznali) mają w nosie to, co jest najlepszego w Wiedźminie czyli tekst oryginału.
Daję 1/10 #kurasmovie

