„Dziewczyna i kosmonauta” (Netflix). Nie wiem, doprawdy nie wiem co napisać. Że ktoś chciał zrobić mix cyberpunka, „Top Gun”, kina sensacyjnego i filmu o miłości w jednym. Że zdjęcia nawet fajne, CGI całkiem, całkiem.
Tylko ten scenariusz... no po prostu pech...
No bo jeśli zaczyna się od tego, że w 2022 roku Rosja wysyła polskiego kosmonautę to już nie jest SF tylko komedia. Ja wiem – pewnie scenariusz powstał grubo przed lutym 2022 roku. A zdjęcia kończono być może już po 24 lutego.
No i co teraz zrobić – wrzucić film na półkę, przemontować, kręcić od początku?
No dobra – a coś więcej? No więc nic się nie klei. Żaden z tych wymienionych gatunków nie jest interesujący. Ten serial jest mazią, która miesza się i zastyga bezradnie. Wątek rosyjski we współczesności (czyli roku 2052) jest niebezpiecznie przypomina parodię.
W pewnym momencie pomyślałem, że dałoby się uratować ten serial. Wykroić z niego tylko wątek młodych polskich pilotów i zrobić z niego po prostu dramat z wojną w tle. Dwóch chłopaków kocha dziewczynę, obaj lecą na wojnę, wraca jeden. W tle efektowne walki w powietrzu itd. No, ale to byłby zupełnie inny serial
Jeśli miałbym wskazać pozytywną postać to jest to gra Vanessy Aleksander. Naprawdę ciągnęła ten serial. Niestety tylko ona. Jędrzej Hycnar gra jakby przy każdej jego kwestii dialogowej ktoś mu napisał boldem i fontem czternastką „pamiętaj, że jesteś zajebistym maczo!!” – przerysował tę postać, zachowuje się karykaturalnie.
Nie do końca zrozumiałem co tam robiła Magdalena Boczarska z włosami upiętymi jak Julia Tymoszenko? To jakiś multiversum w którym Ukraina połączyła się z Polską?
Liczyłem na to, że Andrzej Chyra i Magda Cielecka wykrzesają jakąś ekranową chemię (w końcu kiedyś byli parą). Nie, pudło, nic.
Niestety poziom gry aktorskiej Chyry jest niebezpiecznie bliski tej z „Krakowskich potworów”...
Daję 1,5/10 #kurasmovie

